Recenzja: Helen Fielding „Bridget Jones. Szalejąc za facetem”

0

Oto i powraca Bridget Jones – nasza stara, dobra Bridget, która swoją nieporadnością i perypetiami rozczulała kobiety na całym świecie. Na kontynuację jej przygód długo trzeba było czekać. Teraz do rąk dostajemy pozycję o wdzięcznej nazwie „Bridget Jones. Szalejąc za facetem”. Dlaczego wdzięcznej? Bo oto i Bridget rzeczywiście jest już nie pierwszej młodości.

bridget-jones-szalejac-za-facetem

Coraz więcej zmarszczek i problemów

Przekroczyła magiczny próg pięćdziesięciu lat, straciła męża, wychowuje dwójkę dzieci i… wciąż ma masę problemów. I coraz więcej zmarszczek. Ale to wszystko nie przeszkadza jej mieć kochanka, młodszego od niej o ponad dwadzieścia lat. W Polsce by to pewnie nie przeszło, ale na łamach kultowej powieści Helen Fielding taka historia sprawdza się doskonale! Czyta się tak, jak poprzednie części – z wypiekami na twarzy i zapartym tchem. Autorka ani trochę nie stępiła pióra.

Życie zaczyna się po pięćdziesiątce!

Nadal potrafi uczyć i bawić, a jej Bridget dalej jest fajną babeczką z sąsiedztwa, której przygody najzwyczajniej chce nam się czytać. Pewnie, że wraca do nas starsza, mądrzejsza, bardziej doświadczona. Ale nie przeszkadza jej to pić, palić i chadzać na randki. Bo kto powiedział, że życie kończy się po pięćdziesiątce? Ba, to super, że takie kontynuacje przygód powstają – wierne czytelniczki, dla których czas też przecież nie stał w miejscu, mogą dalej przeżywać ze swoją ulubioną bohaterką jej codzienne rozterki. Co prawda recenzje zbiera różne, ale ja – jako fanka przygód Bridget Jones – książkę polecam bez dwóch zdań. To po prostu fajna, przyjemna lektura.

Skomentuj recenzję

Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone © 2013 przez www.opiniobook.pl | kontakt z naszą redakcją | skrócona mapa