Recenzja: Markus Zusak „Złodziejka książek”

0

Swoją przygodę z tą historią najpierw zaczęłam od filmu. Ekranizacja książki Markusa Zusaka pochłonęła mnie i zafascynowała sobą do tego stopnia, że szybko zdecydowałam się sięgnąć także po pierwowzór. I nie zawiodłam się! „Złodziejka książek” równie intensywnie wciąga czytana, co i oglądana.

zlodziejka-ksiazekTo po prostu świetnie opowiedziana historia dziewczynki, dla której literatura była wartością nadrzędną. Której przyszło żyć w wyjątkowo niesprzyjających kulturze czasach. Która musiała kraść, aby móc czytać. Tytułowa złodziejka to Liesel Meminger. Swoją pierwszą książkę ukradła na… pogrzebie własnego brata. Pech chciał, że był to „Podręcznik grabarza”. Dziewczynce nie przeszkodziło to jednak zainteresować się nią, nauczyć dzięki niej czytać, rozpalić w sobie ochotę na więcej.

Czasy wojny odseparowały ją jednak od księgarni, bibliotek. Spragniona wiedzy, kradła dalej. Zwłaszcza książki, tak namiętnie palone masami przez nazistów. Pasja dziewczynki była o wiele silniejsza od zdrowego rozsądku i lęku o własne życie. Do tego stopnia, że kradła nawet książki z biblioteczki żony burmistrza. Już samo wspomnienie tych scen wywołuje przypływ ciepła na sercu.

Naprawdę, historii tak pełnych pasji, poświęcenia, miłości, głodu słowa pisanego, jest raczej niewiele. Markus Zusak przełamuje tę passę, podaje nam historię absolutnie urzekającą. Pełną smutku, dramatyzmu i nieszczęścia, ale także pokrzepiającą. Nic dziwnego, że „Złodziejka książek” już od chwili wydania trafiła na listy bestsellerów i mimo upływu czasu nadal dzielnie się na nich utrzymuje.

Skomentuj recenzję

Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone © 2013 przez www.opiniobook.pl | kontakt z naszą redakcją | skrócona mapa