Recenzja: Mitch Albom „Zaklinacz czasu”

0

Nie lubię książek, o których mówi się, że mogą być powodem do dokonania wielu życiowych zmian. Które mają pociągnąć w naszych duszach za nie wiadomo jakie struny, które mają wywrócić nasze światy do góry nogami. Dla mnie to czysty marketing i działanie pod publiczkę. Każdy ma życie, jakie ma i wiara w to, że po przeczytaniu jednej tylko książki, diametralnie się ono zmieni, jest dla mnie zwyczajną bujdą.

zaklinacz-czasuNieuczciwą i przesadzoną. Podobnie reaguję na wszystkie odniesienia i porównania. Co to znaczy, że „Zaklinacz czasu” to książka na miarę „Alchemika”? To znaczy jaka? Wtórna, kopiująca, powtarzająca to, co raz już powiedziane? Dlatego tak sceptycznie podchodziłam dla tej książki, która  wpadła mi w ręce raczej przypadkiem. Zobaczyłam ją w biblioteczce znajomej i bez wahania pożyczyłam, bo sama żyję w ciągłym niedoczasie i chętnie dowiedziałabym, jak sobie tę dobę wydłużyć.

Jak nauczyć się zaklinać czas, żeby był dla nas chociaż trochę łaskawszy. Dał się wyspać, trochę mniej pracować, nieco więcej mieć czasu na prawdziwe, spokojne życie, a nie tylko ciągłe gnanie z punktu A do punktu B. Jaki piękny byłby przecież świat, gdybyśmy oduczyli się odmierzania czasu! Gdyby wszystko mogło płynąć swoim rytmem. Nie musielibyśmy się bać spóźnień, terminów, deadline’ów. Ileż mniej oznaczałoby to stresu! Cóż, ta książka świata nie zmieni. Mojego życia też nie zmieniła. Ale jak przyjemnie było się z nią zmierzyć. Dać się porwać tutejszej opowieści. Bo opowieści o czasie zawsze są niezwykłe. Spróbujcie.

Skomentuj recenzję

Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone © 2013 przez www.opiniobook.pl | kontakt z naszą redakcją | skrócona mapa