Recenzja: Regina Brett „Bóg nigdy nie mruga”

0

Jak reagujecie na te wszystkie hasła, jak lepiej żyć? Na poradniki, mówiące, że nie wolno tracić małych przyjemności dnia w pogoni za tymi większymi? Na te wszystkie mądrości, serwowane nam na kartach pocztowych, samoprzylepnych karteczkach albo magnesach na lodówkę? Bo ja zwykle podchodziłam do nich jak do jeża. Irytujące, sztampowe, przewidywalne. Takie, że można przeczytać, uśmiechnąć się albo nie, czasem tylko wzruszyć ramionami.

bog-nigdy-nie-mrugaA potem od razu zapomnieć. Ale jakoś tak się stało, że do moich rąk trafiła ta książka. Nie, żebym była specjalnie zachwycona, ale prezentów się nie oddaje. Poleżała, poczekała. W końcu – bardziej chyba z nudów niż z przekonania – zajrzałam do środka. I powiem wam, że to był jeden z najlepszych wieczorów ostatnich miesięcy! Naprawdę, już dawno żadna książka nie wciągnęła mnie tak bardzo, jak „Bóg nigdy nie mruga”.

Żadna nie urzekła tak stylem, nie zachwyciła prostotą przekazu, szczerością opisywanych historii. Wreszcie poczułam, że mówi do mnie prawdziwy człowiek – taki z krwi i kości, który też dostał nieźle od losu po nosie. Który też musiał dźwigać się po kolejnych dramatach i niepowodzeniach i powtarzać sobie, że słuchaj, jakoś się wszystko ułoży. Ale Regina Brett tak podaje nam te opowieści, że nie czujemy się nimi przytłoczeni. Nie moralizuje, nie poucza. Za pomocą pięćdziesięciu lekcji pokazuje, jak można zmienić kilka istotnych rzeczy. Jak odzyskać radość życia, nauczyć się lepiej funkcjonować w relacjach z innymi, jak inaczej zacząć traktować siebie. Ciepła, mądra książka.

Skomentuj recenzję

Wszystkie prawa autorskie są zastrzeżone © 2013 przez www.opiniobook.pl | kontakt z naszą redakcją | skrócona mapa